poniedziałek, 9 stycznia 2017

Czego nauczyłam się w trakcie roku na walizkach? cz. I

Sandra Dalkowska

Link do drugiej części posta * KLIK *

Rok 2016 dla mnie był zdecydowanie rokiem "na walizkach" -  wreszcie zaczęłam spełniać swoje marzenie o podróżowaniu na pełen etat i chociaż spędziłam prawie 50 tysięcy kilometrów w drodze nadal mi mało! (Jeśli chodzi o podróże, mój głód chyba nigdy nie zostanie nasycony) To był rok który rozpoczął się niespodziewaną przygodą i zaskakiwał mnie aż do ostatniego miesiąca. Podczas tego czasu największą wartością byli ludzie których poznałam, wspomnienia które z nimi stworzyłam i wszystkie lekcje które dostałam.

A tych było sporo! Możliwość spędzenia prawie dwunastu miesięcy poza domem w najróżniejszych zakątkach świata to wyjątkowa szkoła życia. Z okazji Nowego Roku postanowiłam zebrać kilka refleksji odnoszących się głównie do samego podróżowania i podzielić się nimi z wami. Czego nauczyłam się o podróżach?

1. Nie ma czegoś takiego jak "must see"
Ten kto nigdy nie zerknął do przewodnika, bądź nie wkilkał w google "co warto zobaczyć w..." przed podróżą, niech pierwszy rzuci kamień! Rzeczywiście - sprawdzanie tego, co jest warte odwiedzenia, to dobry pomysł. Sama często korzystam z takiej formy dokształcenia się przed podróżą, ale nie warto wpadać w pułapkę rzeczy "które musisz zobaczyć" - nic nie musisz! Większość przewodników opływa w hasła typu:
Musisz zobaczyć wieżę Eiffla w Paryżu!
Big Ben to punkt obowiązkowy podczas wycieczki do Londynu!
A jeżeli podczas wycieczki do NY pominąłeś Time Square, to już w ogóle płoń na stosie. Ja Time Square nie lubię i zawsze gdy musiałam przeciąć tę ulicę w pośpiechu, tłum doprowadzał mnie do białej gorączki. Większość z nas przed podróżą przegląda blogi i strony w poszukiwaniu informacji o tym, co może zaoferować nam dane miejsce. To oczywiste! Skoro inwestujemy swój czas i pieniądze w podróż, chcemy z niej jak najwięcej wyciągnąć. Ale to jak będzie wyglądała Twoja wycieczka, jakie punkty się w niej znajdą i co jest dla Ciebie cenne - zależy tylko do Ciebie. I jeżeli w ogóle nie obchodzi Cię Luwr, Koloseum czy inne "must see" - nie marnuj na to swojego czasu tylko dlatego, że  ktoś napisał "trzeba".

2. Nabywasz wiele cech przydatnych w życiu prywatnym i zawodowym
Podróżowanie sprawia, że umiejętniej radzimy sobie w nagłych, stresujących sytuacjach - ilość milszych i tych zdecydowanie mniej miłych okoliczności, w których się znaleźliśmy podczas podróży, nauczyła nas, że z każdego bagna da się wyjść, a każdy dramat rozwiązać. Dużo lepiej radzimy sobie z "małymi" problemami, które potencjalnie mogą być bardziej stresujące dla osób, nie mających z nimi nigdy styczności. Będąc zdanymi na siebie, stajemy się zaradni, bardziej zorganizowani i odpowiedzialni - takie ekspresowe dorastanie. Szybko się adaptujemy, jesteśmy bardziej elastyczni, entuzjastyczni wobec nowych rzeczy, nie boimy się zmian i jesteśmy otwarci na ludzi. To fajne cechy! Mogę Cię zapewnić, że prócz ogólnej przydatności w życiu, wykazując się nimi zapunktujesz u potencjalnego pracodawcy.


3. Nie każde miejsce spełnia nasze oczekiwania
Słyszeliście o "syndromie paryskim"?

Syndrom paryski – dolegliwość występująca u turystów, najczęściej japońskich, którzy odwiedzając Paryż odkrywają, że miasto nie spełnia ich oczekiwań, a ich wymarzony czy znany z mediów obraz Paryża różni się w znaczący sposób od rzeczywistości. 
 ~ wikipedia

Moim największym marzeniem gdy byłam nastolatką (później znacznie się to zmieniło) był Nowy Jork. Przez lata chłonęłam stereotypy, wzniosłe hasła i piękne kadry z filmów. Cały ten szał sprawił, że nie nigdy nie widząc miasta na własne oczy, byłam pewna, że je POKOCHAM. Aż w końcu udało mi się tam polecieć. Jeszcze w samolocie trzęsłam się z ekscytacji i, rzeczywiście, przez pierwsze dwa dni wszystko było wow! Ale później? ... już nic. Spodziewałam się czegoś więcej, wiele więcej. Miałam ogromne oczekiwania. Niestety nie każde miejsce jest w stanie sprostać tym oczekiwaniom, które kreujemy sobie przed podróżą. A im bardziej wytwarzamy w głowie konkretny obraz jakiegoś miejsca, tym bardziej możemy być rozczarowani. ALE! Mimo tych niewielkich (czy ciut większych) rozczarowań dalej możemy cieszyć się miejscem które odwiedzamy, uczyć się i poznawać jego kulturę - bo podróż do żadnej destynacji nie jest bezsensowna!

4. Znajomość tylko i aż jednego języka obcego to za mało
Im więcej podróżujesz, tym częściej zdajesz sobie sprawę z tego, że angielski to jednak za mało. Choć z jego znajomością na spokojnie możesz zwiedzać świat, umiejętność posługiwania się innymi językami obcymi otwiera zupełnie nowe możliwości i pozwala doświadczyć podróży w inny, nieco bogatszy sposób. Ty czujesz się bardziej "wgryziony" w miejsce które odkrywasz, a miejscowi reagują na Twoją osobę nieco pozytywniej. Za każdym razem gdy w Paryżu staram się komunikować moim "Kali-próbować-mówić" francuskim, mam wrażenie, że Francuzi są zdecydowanie przyjaźniejsi. Dodatkowo żyjąc w drodze otaczasz się obcymi językami. Nowe słowa są na znakach informacyjnych, produktach spożywczych, w radiu i rozmowach ludzi siedzących obok w metrze. Nie zauważając tego, w jakimś stopniu chłoniesz tą wiedzę - i chcesz więcej!



5. Podróżując nie uciekniesz od problemów
Szczególnie tych wewnętrznych. Uciekać możesz co najwyżej od rutyny, nudy, z negatywnego środowiska czy w poszukiwaniu lepszej pracy, życia lub wrażeń. Nie wpadaj w pułapkę ucieczki (bo tak można nazwać tę "podróż") dlatego, że zupełnie z czymś sobie nie radzisz, lub jesteś zmęczony psychicznie. Mogę zapewnić, że problemy dogonią Cię w ekspresowym tempie. I odczujesz je jeszcze intensywniej niż w domu, wśród rodziny i przyjaciół na których wsparcie często można liczyć. Jeżeli jest źle, należy podróżować do domu, czy do psychologa - nie w nieznane, gdzie prócz tych problemów które ze sobą nosisz, dojdą kolejne, związane z podróżą.

6. Stajesz się podatniejszy na nowe przyjaźnie, miłości
Zwłaszcza jeśli podróżujesz samotnie! Żyjąc w drodze spotkasz wiele osób, a niektóre z nich na dłużej zagoszczą w Twoim sercu. Będąc daleko od domu, od rodziny i przyjaciół, a nadal zmagając się z radościami i smuteczkami dnia codziennego, dużo szybciej angażujesz się w nowe znajomości. Obcy bardzo szybko stają się bliżsi, a my, trochę osamotnieni na obczyźnie jesteśmy podatni na wszelkie uczucia. Niektóre z tych znajomości po powrocie do domu kończą się równie intensywnie i szybko, co się zaczęły, co czasami łamie nam później serce, jednak w wielu przypadkach Ci ludzie którzy okazali się przyjaciółmi hen daleko, pozostają nimi nawet gdy dzieli was duży dystans.

7. Więcej wiedzy, mniej ignorancji
Powtórzę utarte już zdanie "podróże kształcą", czy raczej jak to uzupełnia Jacek Walkiewicz - tych wykształconych. Jeżeli w drogę wyruszasz z otwartym umysłem i prócz zrobienia ładnej foty na fejsa chcesz chłonąć wszystko, co oferują nowe miejsca - kulturę, historię, obyczaje - z każdej podróży wrócisz wzbogacony o ogromny zapas wiedzy. Takiej, która zostanie w głowie na długo. Dużo dłużej niż sucha teoria z podręczników. Dodatkowo prawdopodobnie wyzbędziesz się stereotypów, nieuzasadnionej nienawiści i ignorancji - na to co piękne, ale też niewłaściwe wokół nas.



8. Warto rozmawiać z lokalnymi!
I zadawać im pytania! Jak najwięcej pytań! Z otwartością względem turystów bywa naprawdę różnie - co kraj, to inni ludzie, a tych też nie ma co generalizować. Ogółem jednak miejscowi chętnie dzielą się swoją wiedzą z obcokrajowcami, którzy rzeczywiście wykazują chęć w dowiedzeniu się czegoś więcej. A wiedza ta jest na wagę złota! W Indonezji przy praktycznie każdej rozmowie zarzucałam ludzi pytaniami. O sposób życia, kulturę czy religię - które były tak różne i o których właściwie nie miałam zielonego pojęcia. Wielu zachowań nie rozumiałam - więc pytałam! Nawet gdy pytania poruszały nieco kontrowersyjne tematy, na wszystkie dostałam odpowiedź.
Kolejnym razem ruszając w podróż, zamiast wciskać nos w papierowy przewodnik, schowaj go do torby i spróbuj porozmawiać z mieszkańcami miejsca które odkrywasz. Zapewniam Cię, że na pewno mają coś ciekawego do powiedzenia.

9. Podróżowanie solo nie jest takie straszne
Rozmawiając ze znajomymi zauważyłam, że wiele osób z niechęcią myśli o podróżach solo. Na myśl o wyprawie w pojedynkę nie czujemy się zbyt bezpiecznie, obawiamy się, że nie będziemy się dobrze bawić czy też nie poradzimy sobie. Uważam, że każdy chociaż raz powinien spróbować samotnej podróży, to zupełnie inne doświadczenie, niż zwiedzanie świata z partnerem lub w grupie. Po prostu. Bardziej skupiasz się na tym co jest dookoła Ciebie, nie jesteś od nikogo zależny, sam zarządzasz swoim czasem. Polegając tylko na sobie, bardzo szybko uczysz się jak radzić sobie w różnych sytuacjach, również tych kryzysowych. Nie masz pod ręką kumpla, którego możesz szturchnąć pod ramię, żeby coś załatwił "bo ogarnie to lepiej", "bo ty nie wiesz co zrobić", "bo ty nie znasz tak dobrze języka", "bo ty się wstydzisz" i jeszcze więcej bo, bo, bo. Za to często masz dookoła siebie ludzi, którzy służą pomocą!

10. A podróżując samotnie wcale nie musisz być sam/a
Brzmi trochę bez sensu? Jeżeli wyruszasz w samotną podróż, nie łudź się, że przez cały ten czas będziesz cieszyć się tylko swoim towarzystwem. No, chyba że wybierasz się na wyprawę w dzicz, jednak zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że jakiś podróżnik obrał podobny szlak.
Kiedy podróżujemy solo poznajemy ludzi w dużo szybszym tempie, niż podróżując z grupą znajomych. Ja stwierdzę, że człowiek to "zwierzę stadne" i prędzej czy później potrzebuje towarzystwa drugiej osoby, a gdy nie jest ono zapewnione z góry, staje się dużo bardziej otwarty na nowe znajomości. Zwiedzając samotnie Nowy Jork poznałam studenta z Danii, z którym później zwiedziłam pół miasta, pod koniec dnia czując się, jakbym rozmawiała z dobrym kumplem. Raz nieznajoma dziewczyna zagaiła mnie, gdy karmiłam gołębie w Paryżu, ktoś inny zaczął rozmowę od narzekania na pobliskie muzeum, czy spóźniający się pociąg. Na Bali zakumplowałam się z surferami, a gdzieś podczas nocnej wspinaczki na wulkan - z rosyjską parą turystów odbywających podróż poślubną. W tym roku zdarzyło mi się podróżować solo - ale nigdy nie byłam samotna.

To jedna z moich ulubionych części podróżowania - wszyscy ludzie których spotykasz na swojej drodze. Jednych na dzień, innych na tydzień, a z niektórymi możesz zostać w kontakcie przez miesiące czy lata. Warto być otwartym!



Sandra Dalkowska / autorka

Cześć, nazywam się Sandra i jestem 21-letnią podróżniczką i modelką. Zamiast siedzieć na uczelni błąkam się po świecie przyglądając się miejscom, ludziom i obcym kulturom. Uznałam, że w sumie warto napisać o tym wszystkim bloga.

0 komentarze:

Prześlij komentarz